![]() |
|
||||||
![]() |
![]() |
|
|||||
|
|
|
||||||
![]() |
Asselie Archiwum 2008 luty 2007 grudzień wrzesień sierpień lipiec maj kwiecień luty styczeń 2006 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2005 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec Linki About me My pb My old photoblog My homepage Poetry PP Rafał Wojaczek Dylan Thomas Stworzył Artur pobrano z Szablony Inventive Powered by blog Brushes - Aethereality Picture by Through |
![]() |
|
||||
|
|
My story... 2008-02-09 23:46:10 >> .Monsieur.
Proszę Pana, może użyczy mi Pan parasol. Z nieba spadają gwaizdy,a ja życzeń ani marzeń już nie mam, muszę się schować. Ależ proszę Pana, to naprawdę nie jest sceptycyzm, ja to wiem, empirycznie sprawdzałam, naskórkiem muskałam nabrzmiałe krople deszczu, i już nic mnie nie czeka. To wcale nie jest chęć śmierci, proszę Pana, nic z tych rzeczy. Ja kocham życie, jak najbardziej. Tylko... widzi Pan, zapomniałam zniewolić umysł i wszystko wyszło. Serce wypełzło na wieszch, wylało swoją szkarłatną melancholię, a ja zgubiłam się w dekonstrukcji własnego ja. Proszę Pana, niech Pan zrozumie - leżałam niczym lalka z powykrzywianymi nogami, bez rąk i włosów, wydarta i wymęczona zabawka. Tak! Odpłynęłam na tratwie sukcesu w chwilową niepamięć, stricto metafizyczną, ale jednak ciągły ruch, w jakim znajduje się Ziemia, sprawił, że znowu rozbiłam się o skalisty klif zabiegania o szacunek. Jestem błaznem i niczego już nie chce. Żadnych ospałych i cynicznych róż-dziwek, pończoch francuskich przepełnionych purpurą, firmamentów rozkoszy. Nic a nic! Niech mi Pan da ten parasol i mnie uwolni! Bezdyskusyjnie.
[I ty razem nie byłam potulna.] skomentuj (4) 2007-12-23 21:23:17 >> .przykryta nadzieją. Jestem już duża i pamiętam, że śmierć przychodzi po cichu. Czerwony ogień w lewym oku. Myślę o nim zbyt często. Moja aksjologiczna filozofia doporowadziła do tego, że myślę skrajnie eschatologicznie. Wiem - to swoista kwestia wartościowania Twojego kurzu w mojej przestrzeni. Blędnę. Dlaczego muszę patrzeć jak Twoje atomy rozbiegają się w powietrzu? Brutalnie zabroniłeś mi biec. Duszne powieki opadają przygniecione wczorajszym snem. A na ścianach zegarki śmieją się ze mnie. [Chcę mówić Ci kochanie] Kiwi zamiast oczu i truskawki z braku słów. Milczę. Na fortepianie butelka po winie. Rysujesz na kurzu litery. Słowa. Zdania. [Too late...] Czterysta pagórków. Sponad gór wysuwa się namiętność. Zieleni się śnieg i powietrze zaczyna smakować inaczej. [Too late...] Umarłam w Twojej pamięci. Gryzę do krwi własne pragnienia. W pseudoindywidualnym kostiumie nieporuszonej w podziemiach histerycznej miłosci. Tak, to ja. skomentuj (6) |
![]() |
|
||||
![]() |
|
||||||
![]() |
|
||||||
|
|
|
|
|
|
|
|
|